7 lip 2019

20. Bratnia dusza [HG/JP] cz. II

Wiem, wiem, przed chwilą dodałam część pierwszą, a tu nagle część druga. Ale tak naprawdę część pierwszą napisałam wczoraj, a tą dosłownie przed chwilą skończyłam pisać. Proszę o komentarze: dobre i złe, nieważne :) Miłego czytania! :)
__________________________________________


Uśmiech Hermiony z czasem zniknął z jej twarzy, a zastąpił go wyraz zmartwienia. James wciąż się nie odzywał patrząc na nią tak, jakby zobaczył ducha. Nie rozumiała o co mu chodzi, ale w końcu uznała, że Lily zwyczajnie nie powiedziała mu o jej istnieniu. Wcale jej to nie dziwiło, biorąc pod uwagę jej sytuacje rodzinną.
- James, wszędzie cię szukaliśmy! – powiedział Syriusz stając w drzwiach schowka, z nim stał Remus i Peter zaglądając mu przez ramie z zaciekawieniem. W schowku nie było już więcej miejsca.
- Może lepiej wyjdźmy – powiedziała Lily również to zauważając. James odsunął się od niej cały blady.
- James co się dzieje? – zapytał zmartwiony Remus. James spojrzał dyskretnie na Hermione, która przyglądała mu się z troską. Młody Potter poczuł ciepło na sercu. Nawet go nie znała, a martwiła się o niego. Chcąc ją uspokoić uśmiechnął się delikatnie, co trochę uspokoiło Hermionę i jego przyjaciół.
- To nic, źle znoszę małe pomieszczenia. Wyjdę na chwilę na dwór, zaraz wracam – powiedział i wyszedł ze schowka, a następnie z domu rozglądając się z nutką paniki. Co miał teraz zrobić? Miał ochotę rzucić się na ziemię i krzyczeć z bezsilności.
- Rozumiem, że nie zerwałeś z Lily? Cóż, nie dziwię ci się, to nie są zbyt dobre warunki, ale zawsze pozostaje jutro – powiedział Syriusz podchodząc do niego z Remusem i Peterem. James odwrócił się do nich cały spięty.
- To była ona – powiedział ciepłym głosem na myśl o jego Hermionie. Jego bratniej duszy. Huncwoci spojrzeli się na siebie nic nie rozumiejąc.
- Tak, James, to była Lily. Twoja dziewczyna. Piłeś coś? – zapytał podejrzliwie Remus. James pokręcił głową szybko, w geście zaprzeczenia.
- Nie! Hermiona… Młodsza siostra Lily, ta dziewczyna ze schowka pod schodami. To.. To ona – powiedział szybko, chcąc, aby wreszcie zrozumieli powagę sytuacji.
- Hermiona. H…. Dobrze, ale jeśli to siostra Lily to musi nazywać się Evans. Nazwisko twojej bratniej duszy zaczyna się na G, tak? – zapytał niepewnie Peter patrząc na przyjaciół – Umm… Dobrze rozumiem, że myślisz, że ta dziewczyna jest twoją bratnią duszą, tak? – zapytał niepewnie.
- Ja nie myślę, ja to wiem! Nie umiem tego wytłumaczyć, ale po prostu to wiem! I nie, nie nazywa się Evans, tylko Granger. Hermiona Jane Granger, nie wiem dlaczego noszą z Lily inne nazwiska! Wiem tylko tyle, że na jej przedramieniu widnieją MOJE inicjały! Ale ona chyba nie wie co to oznacza, a kiedy Lily nas zobaczyła… Hermiona była szczęśliwa mogąc poznać chłopaka swojej siostry, ich rodzice już praktycznie planują nasz ślub, ja.. Jak mam się z tego wyplątać? Nie chcę Lily! – jęknął załamany siadając pod drzewem w ogrodzie. – Co pomyśli o mnie Hermiona, gdy zerwę z jej siostrą? Będzie w stanie dać mi szansę? – zapytał cicho, bojąc się odpowiedzi. Remus nienawidził widzieć swojego przyjaciela w takim stanie. James Charlus Potter był pewnym siebie młodym mężczyzną, zabawnym, zadziornym. To, w jakim jest stanie, łamało mu serce.
- Naprawdę nie wiem, James, ale to twoja bratnia dusza. Jesteście sobie przeznaczeni. Jeśli Hermiona nie będzie gotowa dać ci szansy teraz… Zawsze istnieje szansa, że da ci ją w przyszłości – powiedział Remus ciepło, siadając obok niego.
- Nie chcę czekać dłużej, aby z nią być. Kiedy… Kiedy ją zobaczyłem.. Ach, nie wiem jak to wyjaśnić! – warknął zaciskając pięści – Czułem ciepło w sercu, jakby ktoś okrył je kocem, moje ciało instynktownie wiedziało, że przy niej mogę się rozluźnić, jej zapach był.. – przymknął oczy przypominając sobie tą krótką chwilę z Hermioną – Ona jest idealna – powiedział ciepło.
- A ty spałeś z jej siostrą, nie wiem czy będzie w stanie przełknąć ten fakt – powiedział Syriusz. Cała trójka spojrzała na niego. James zrozpaczony, uświadamiając sobie, ze to prawda. Spał z siostrą swojej bratniej duszy i nie czuł do siebie większego obrzydzenia niż teraz. Remus patrzył na Syriusza karcąco. Nie była to chwila na jeszcze większe dołowanie Jamesa, i tak był w bardzo delikatnym stanie. Peter patrzył z niedowierzeniem. W końcu James i Syriusz byli jak bracia. Co prawda cała ich czwórka była blisko, ale Syriusz i James od początku mieli jakieś połączenie. Od pierwszego spotkania w pociągu. Syriusz westchnął głośno, wiedząc, że przesadził.
- Przepraszam, ok.? Nie chciałem… A może i chciałem – skrzywił się przeczesując swoje włosy sfrustrowany – Cieszę się, że znalazłeś swoją bratnią duszę, James, naprawdę. Wiem, że od zawsze o tym marzyłeś – powiedział siadając po prawej stronie Jamesa. Remus siedział po jego lewej stronie, a Peter stał przed nimi bardziej na uboczu.
- Więc czemu powiedziałeś co powiedziałeś? – zapytał cicho Peter. Syriusz wzruszył ramionami patrząc na ziemię
- Nie chcę widzieć Jamesa jak cierpi. Jak jeszcze bardziej cierpi. A co, jak ta cała Hermiona nie będzie potrafiła przełknąć faktu, że jej bratnia dusza była w związku z jej starszą siostrą przez trzy lata? – zapytał. James spiął się cały. Syriusz tylko powiedział na głos to, o czym James sam myślał.
- Nie ważne ile to potrwa, muszę ją do siebie przekonać. – powiedział James patrząc na dom, w którym obecnie znajdowała się jego bratnia dusza.
- Nie zrywaj z Lily – powiedział nagle Peter. Huncwoci spojrzeli na niego w szoku.
- Peter, dobrze się czujesz? Oczywiście, że James musi zerwać z Lily! Inaczej nie będzie miał szansy z Herminą! – powiedział zdziwiony Remus.
- Będąc z Lily będzie mógł poznać swoją bratnią duszę. Kiedy w końcu dojdzie do zerwania Hermiona będzie wiedziała, że James to dobry człowiek, może nawet da mu szansę. Myślicie, że zrobi to teraz, nie znając go i wiedząc tylko tyle, że skrzywdził jej siostrę? – zapytał patrząc na nich sceptycznie. James zawahał się, Peter miał trochę racji.
- Wciąż uważam, ze powinien zerwać z Lily, zacząć coś nowego dopiero wtedy, gdy zamknie stary rozdział. Tak się powinno robić! – powiedział poirytowany Remus.
- Tak, ale.. Luniaczku, myślę, że Peter ma rację. Nie mówię, że James ma wciąż sypiać z Lily czy nawet ją całować, ale dobrze by było, żeby Hermiona poznała Jamesa przed rozstaniem z Lily. Może nawet sama przekona się, że jej siostra i James to mieszanka wybuchowa i nie są dla siebie stworzeni – powiedział Syriusz nie zauważając zranionego spojrzenia Remusa, kiedy ten nie zgodził się z jego zdaniem.
- Nie rozumiem jednak dlaczego Hermiona nie wie o znaku. Przecież jej siostra jest czarownicą, na pewno wyjaśniła Hermionie co to za inicjały. Przecież od tak nie pojawiłyby się same na ciele, bez przyczyny – powiedział James.
- Zakładasz, że Hermiona jest mugolką? – zapytał Remus zbijając z tropu Jamesa.
- No cóż, tak. W końcu Lily jest mugalaczką, wiecie jakie to jest rzadkie, że czarownica urodzi się w rodzinie jugoli, a co dopiero dwie – powiedział James. Nie miał nic przeciwko temu, że Hermiona nie ma magii, dla niego nie miało to znaczenia. Zresztą była tylko parę lat młodsza, tak przynajmniej podejrzewał. Powinien widzieć ją w Hogwarcie, kiedy jeszcze się uczył. Z pewnością by ją zauważył.
- No nie wiem, James. To mało prawdopodobne, ale jednak możliwe. Dzięki swojej.. Uh, dolegliwości… Mam bardziej wyczulone zmysły i jestem prawie pewny, że wyczułem od Hermiony wibracje magii. Nie umiem tego sprecyzować. – powiedział Remus zamyślony.
- Robi się coraz ciekawiej. Inne nazwiska, czarownica bez wykształcenia…  Zresztą, zawsze, gdy Lily wspominała rodzinę mówiła tylko o starszej siostrze. Nic o młodszej. To dziwne – powiedział Syriusz zakładając ręce za głowę.
- Nie wiem o co tu chodzi, ale na pewno się dowiem – powiedział James wstając i otrzepując się.
*****
- Podobno zjawił się tu chłopak Lily. Nieproszony i to w dodatku z kumplami – prychnęła Petunia siadając obok Hermiony, która ukryła się w kuchni jedząc lody z pudełka. W końcu jej skrytka pod schodami została odkryta.
- Tak, to prawda. Poznałam go, jest naprawdę bardzo miły choć trochę.. nie dziwny tylko.. nieśmiały – powiedziała zamyślona nie wiedząc jak opisać zachowanie Jamesa. Nie wiedziała dlaczego, ale od razu przypadł jej do gustu. Lily naprawdę dobrze wybrała.
- Mów co chcesz, to pewnie dziwadło – powiedziała Petunia sięgając łyżkę z szuflady. Hermiona przesunęła pudełko lodów bardziej na środek z czego Petunia od razu skorzystała.
- Nie mów tak, musisz go najpierw poznać. Kto wie, może któryś z jego przyjaciół wpadnie ci w oko – powiedziała Hermiona z zadziornym uśmiechem. Petunia prychnęła zarzucając włosy za ramię.
- Dziękuję bardzo, ja już mam chłopaka – powiedziała zajadając się lodami.
- Tunia, zasługujesz na więcej niż ten cały Vernon – westchnęła jedząc. Petunia nie odzywała się przez dłuższy czas, po czym wreszcie wzruszyła ramionami zlizując resztki lodów z łyżki.
- Może.. – żadna z nich nie odezwała się więcej. Hermiona i Petunia zawsze były sobie bliższe niż Lily i Hermiona czy Lily i Petunia. Może dlatego, że obie żyły w cieniu perfekcyjnej panny Evans.
*****
James, pomimo swojego rozczarowania, nie trafił na Hermionę. Znalazł jednak Lily rozmawiając ze starszą parą, zapewne przyjaciółmi jej rodziców.
- Bardzo przepraszam, że przeszkadzam. Lily, mogę cię na chwilę prosić ? – zapytał dotykając ramienia Lily. Ta kiwnęła głową przepraszając starszą parę i odeszła na bok z Jamesem.
- Co jest? To bardzo niegrzeczne tak przerywać komuś rozmowę. Nawet się nie przedstawiłeś – skarciła go zaciskając niezadowolona usta. James zacisnął zęby czując się jakby miał cztery lata i został skarcony przez własną matkę. Nienawidził tego uczucia.
- Chciałem się tylko pożegnać, na mnie już pora – mruknął rozglądając się dyskretnie za Hermioną.
- Och, tak szybko? – zapytała rozczarowana, ale szybko na jej twarz wrócił uśmiech – Może wpadnę dziś wieczorem? – zapytała uwodzicielsko, jeżdżąc dłonią po jego klatce piersiowej. James wzdrygnął się odsuwając od niej jak poparzony.
- To nie jest dobry pomysł. Muszę jutro bardzo wcześnie wstać, mam trening z Moodym – powiedział szybko.
- Cóż, szkoda – powiedziała rozczarowana.
- Tak, ale.. Jak chcesz możemy się spotkać na Pokątnej. Mogłabyś wziąć ze sobą swoją siostrę. Wiesz, lepiej byśmy się poznali – odchrząknął z mocno bijącym sercem.
- Petunia? Nie wydaje mi się, żeby była zachwycona wypadem na Pokątną, ale zgoda. Cieszę się, że chcesz poznać moją rodzinę lepiej – powiedziała zadowolona. Twarz Jamesa biła rozczarowaniem.
- Tak, ją też. Myślałem bardziej o Hermionie. Jest chyba bliżej naszego wieku niż Petunia, tak? – zapytał nonszalancko. Lily wzruszyła ramionami.
- Petunia jest dwa lata starsza, Hermiona dwa lata młodsza, na jedno wychodzi, ale dobrze, zabiorę obie – powiedziała już bez pełnego entuzjazmu
- Świetnie. A skoro ty zabierzesz Hermionę i Petunię ja wezmę Syriusza, Remusa i Petera – powiedział zadowolony.
- Po co? Myślałam, że chcesz bliżej poznać moją rodzinę, po co ciągnąć ze sobą kumpli? – zapytała zirytowana. Nie znosiła tego jak blisko Huncwoci byli ze sobą. James zmieszał się. Nie mógł przecież powiedzieć, że przyprowadzi przyjaciół, aby zajęli rozmową Lily i Petunię, a on mógł w spokoju porozmawiać z Hermioną i poznać ją lepiej.
- Tak, ale wiesz… W razie gdyby zrobiło się niezręcznie Syriusz rozładuje napięcie, a Remus będzie miał na niego oko, żeby zbytnio nie przeholował – zaśmiał się z pewnym trudem.
- Dobrze, a po co ciągnąć ze sobą Petera? On prawie wcale się nie odzywa – powiedziała, a James skrzywił się. Nie pierwszy raz prowadzili tę rozmowę.
- już ci mówiłem, Peter to również mój przyjaciel – powiedział z nutką chłodu.
- Nie chcę się kłócić, ok.? Po prostu prześlij mi szczegóły dotyczące spotkania – powiedziała całując go w policzek. I wróciła do gości. James wytarł dyskretnie policzek i wyszedł rozczarowany z domu. Nie udało mu się więcej zobaczyć Hermiony.
*****
- Został im rok szkolenia, Dumbledore, ale są w miarę dobrzy. Zważając na okoliczności myślę, że można byłoby przyjąć ich do Zakonu Feniksa już teraz. Jeśli będą chętni – powiedział Moody patrząc na dyrektora szkoły. Albus kiwnął głową zamyślony.
- Tak, pan Potter i pan Black z pewnością będą chętni. Podobnie jak pan Lupin i pan Pettigrew – powiedział Albus pisząc list do Huncwotów.
- No nie wiem, Albusie. Nie ufam tym dwojga – warknął Moody. Albus pokręcił głową z rozbawieniem.
- Ależ drogi przyjacielu, ty ich wcale nie znasz – zaśmiał się cicho.
- Właśnie o to mi chodzi! Jak mam im zaufać? – warknął niezadowolony Moody.
- Możesz mi zaufać, Alastorze. Ci chłopcy są wyjątkowi. Z pewnością będą wspaniałym nabytkiem dla Zakonu Feniksa. Może nawet panna Evans rozważy dołączenie w nasze szeregi – powiedział Albus dając Feniksowi listy. Chociaż nie było o tym głośno, nieliczni czarodzieje zdawali sobie sprawę z zaistniałej sytuacji. Zbliżała się wojna i była ona nieunikniona.
*****
- Dumbledore jest głupcem myśląc, że zdoła zebrać armie, która pokonałaby moich poddanych i mnie samego – powiedział cicho Voldemort stojąc w głównym salonie Riddle Manor. Było to największe pomieszczenie, które zamienił w swoją salę „tronową”.
- Panie? – zapytała Bellatrix wstrzymując oddech podekscytowana. Voldemort odwrócił się do niej uśmiechając sztucznie. Był przystojnym mężczyzną, którego zdradzały jedynie krwistoczerwone oczy.
- Chyba nie myślałaś, że się tym przejmę, Bello? – zapytał podchodząc do niej powolnym krokiem. Bellatrix potrząsnęła opętańczo głową, klęcząc przed swym lordem.
- Ależ skąd! Nigdy bym w ciebie nie zwątpiła, Panie! – powiedziała z pasją w głosie. Voldemort położył dłoń na jej głowie, jakby chciał uspokoić rozentuzjowane zwierzę. Bellatrix Lastrange była jego wiernym sługą. Mimo, że miał wiele cenniejszych poddanych jak Malfoyowie czy Nott, Bellatrix była jego ulubienicą. Nie przeszkadzało mu również to, że była dobra w łóżku.
- Powiedz mi, Bello, czy twój mąż bardzo by za tobą tęsknił, gdybyś nie wróciła dziś na noc? – zapytał leniwie zaczesując jej włosy za ucho. Po ciele Bellatrix przeszedł przyjemny dreszcz. Jej mąż nie był głupcem, wiedział co się dzieje między nią, a czarnym Panem. Wszyscy wiedzieli. Ale to był w końcu Lord Voldemort. Nikt się mu nie sprzeciwiał.
- Uczucia mojego męża mnie nie interesują. Obchodzisz mnie tylko ty – wyszeptała przymykając oczy z rozkoszy. Jeszcze jej nie dotknął, a ona już czuła przyjemność będąc tak blisko niego. Rozczarowana otworzyła oczy kiedy poczuła, że jej pan się oddala i nagle wrzasnęła czując niewyobrażalny ból w całym swoim ciele. Upadła na podłogę wijąc się z bólu u stóp swego lorda.
- Cruciatus to tylko małe ostrzeżenie, Bello. Możesz być moją maskotką, ale nie wolno ci się zwracać do mnie po imieniu. Następnym razem będzie cię to kosztować śmiercią – wysyczał zaprzestając klątwę. Bellatrix odetchnęła podnosząc się z trudem i klękając ponownie przed Voldemortem.
- Tak jest, wybacz mi Panie mą śmiałość. To się więcej nie powtórzy – szepnęła z uwielbieniem i skruchą w głosie. Voldemort uśmiechnął się pod nosem i machnął różdżką zamykając drzwi na klucz zaklęciem. Podszedł do „tronu” siadając na nim i kiwnął palcem na Bellatrix, aby podeszła bliżej. Ta, niczym pies, podeszła do niego na czworakach zatrzymując się tuż przed nim.
- Wiem, że to się więcej nie powtórzy, Bello. Nie byłbym zadowolony, gdyby tak było. A teraz, skoro jesteś już w tak dogodnej pozycji, dobrze wykorzystajmy tej czas – szepnął. Zza tronu wyłoniła się Nagini oplatając tron i zatrzymując głowę na ramieniu Voldemorta. Spojrzała wyczekująco na Bellatrix, jakby wiedziała co za chwilę miało się stać.
- Oczywiście, Panie. Żyję by ci służyć, żyję by cię zadowalać, żyję by cię zaspokajać – powiedziała zachwycona Bellatrix rozsuwając jego czarną szatę. Voldemort oparł głowę o zagłówek tronu i oddał się rozkoszy. Dumbledore mógł budować tak dużą armię, jak tylko chciał. Voldemort wiedział swoje. Liczyła się tylko władza i potęga, a nikt nie potrafił wzbudzić strachu w swoich poddanych, jak on. Był liderem i niedługo cały świat czarodziejski miał się o tym przekonać.
*****
- Jak mogłeś?! – wrzasnęła Dorea z furią patrząc na Albusa Dumbledora, który siedział w jej salonie popijając gorącą czekoladę. Charlus podszedł do żony obejmując ją i starając się uspokoić.
- Ale Dorea, pomyśl tylko. Nasi chłopcy i tak byliby w niebezpieczeństwie. Szkolą się na Aurorów. Tak zrobią coś dobrego dla naszej sprawy nie tylko oficjalnie, ale też nieoficjalnie – powiedział Charlus gładząc ją po plecach.
- Są za młodzi, mają tylko dziewiętnaście lat – powiedziała załamana Dorea wtulając się w męża.
- Rozumiem twoje obawy, Doreo. Naprawdę rozumiem. Ale to dorośli ludzie. Voldemort rośnie w siłę z każdym dniem. Potrzebujemy każdej możliwej pomocy. – powiedział ciepło Albus. Dorea załamana kiwnęła głową wiedząc, że ten ma rację. Nie łatwo jej było jednak się do tego przyznać.  Słysząc, że ktoś przybył siecią fiu szybko wytarła mokre oczy i wzięła głęboki oddech uspokajając się.
- Profesor Dumbledore – powiedział zdziwiony James wychodząc z kominka i widząc swojego byłego dyrektora w salonie swoich rodziców.
- James, jak miło cię widzieć – powiedział Albus z uśmiechem wstając i podając mu dłoń. James uściskał jego dłoń zadowolony i spojrzał na rodziców.
- Przepraszam, nie wiedziałem, że macie gościa. – powiedział podchodząc do rodziców i witając się z nimi.
- To moja wina, James. Przyszedłem niezapowiedzianie, ale już uciekam. Chciałem tylko przekazać twoim rodzicom pewne wieści – powiedział Albus patrząc na państwa Potter. Charlus kiwnął głową i pożegnał się z nim. Kiedy Dumbledore zniknął w kominku, Dorea usiadła wraz z Jamesem i Charlusem.
- Co cię do nas sprowadza, James? – zapytał z uśmiechem Charlus.
- Chyba, że w końcu wziąłeś moje słowa do serca i zaczniesz nas teraz częściej odwiedzać – powiedziała zadowolona Dorea. James zaśmiał się przywołując Dipsy, skrzata domowego.
- Właściwie przyszedłem, bo chciałem przekazać wam pewną wiadomość – powiedział i poprosił Dipsy o piwo kremowe. Po chwili Dipsy zniknęła i nie minęło nawet dziesięć sekund nim James trzymał kufel pełen piwa kremowego.
- Co to za wieści? Wszystko w porządku? – zapytała zmartwiona Dorea. Po wieściach Dumbledora obawiała się najgorszego. Kiedy Albus przyszedł mówiąc o listach, które wysłał jej synowi i jego przyjaciołom o mało nie zemdlała. Wiedziała, że już jutro James, Syrius, Remus i Peter dowiedzą się o istnieniu tajnej organizacji stworzonej przeciwko siłom Lorda Voldemorta, do której sama należała wraz z mężem. I wiedziała też, że gdy Albus zaproponuje im członkostwo bez wahania się zgodzą. Jej chłopcy mieli w końcu złote serca.
- Tak. Wszystko dobrze. Cóż, nie wszystko, ale nie o tym chciałem rozmawiać – westchnął i odłożył kufel na stolik – Poznałem ją – powiedział z ciepłym uśmiechem i iskierkami szczęścia w oczach.
- Kogo? – zapytał zdezorientowany Charlus, ale Dorea wiedziała. Nigdy wcześniej nie widziała swojego syna takiego szczęśliwego, takiego promiennego. To mogło oznaczać tylko jedno.
- Poznałeś swoją bratnią duszę – powiedziała wzruszona. Jej mały chłopiec naprawdę dorastał. Niedługo mógł założyć własną rodzinę. Na myśl o wnukach Dorea nieomal pisnęła z zachwytu, ale w porę się opamiętała.
- Synu bardzo się cieszę z twojego szczęścia. Opowiadaj, kim ona jest, jak ma na imię? – zapytał zaciekawiony Charlus. James uśmiechnął się patrząc nieobecnym wzrokiem na ścianę. Znowu miał ją przed oczami. Jej włosy, jej oczy, jej piękny uśmiech. Przez chwilę był pewny, że mógł poczuć jej perfumy i usłyszeć jej melodyjny śmiech.
- Hermiona. Hermiona Jane Granger – wyszeptał szczęśliwy.